<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Zo piknoci szkodzi> 
<author_1=>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=9>
<date=1951-09-23>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Przypumy, e Lucynka umwia si z kim (niekoniecznie musi to by Paulinka) na spotkanie. Ten kto spnia si, do czego prawdopodobnie ma jaki powd. Ale Lucynka nie myli o powodach. Myli przede wszystkim o tym, jak bardzo zostaa obraona. Myli:
Kpi sobie ze mnie. Mg mnie uprzedzi! Duo go to obchodzi, e ja si niepokoj. Ale tym razem ju przeholowa. Mnie tak traktowa! Jeli woli gada z kolegami o futbolu, zamiast zje ze mn lody, to bardzo prosz. Ale sowa z nim ju nie zamieni Z kolegami? Przypuszczam, e raczej z koleankami. Na pewno woy dzi krawat w ciapki. A ja tu czekam, jak gupia  itd. itd.
A gdy oczekiwany wreszcie nadchodzi, Lucynka nie dopuszcza go do sowa.
 Mam tego do!  mwi.  Nie prbuj kama, wszystko zrozumiaam
I rozpoczyna klasyczn scen. Oprcz wypadkw podobnych do wyej opisanego, Lucynka robi sceny ssiadce (gdy ssiadka troch goniej gra na radio), robi sceny bileterom w kinach (gdy nie chc jej wpuszcza na sal po rozpoczciu seansu), robi scen sprzedawczyni w sklepie (gdy sprzedawczyni nie moe natychmiast jej obsuy), robi sceny mamie (gdy mama nie pozwala jej pj na zabaw), wreszcie robi sceny Paulince, gdy Paulinka nazywa j zonic.
Co prawda, niedugo po zrobieniu sceny cofa wszystkie wypowiedziane pod adresem partnera wyrazy i chtnie przeprasza. Przyznaje si, e istotnie jest zonic.
 Trudno, uniosam si  mwi  ale c chcesz, zo jest form samoobrony. Obraono mnie, wic musiaam zareagowa. Najagodniejszy piesek ugryzie, kiedy mu nastpi na ogonek.  To prawda  odpowiada Paulinka  ale ty nie jeste pieskiem.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>